Lekcja Zen czyli 2500km z kotem na Sycylię

Dziewczyny ruszają w trasę

Wrzesień się już rozhulał  i pędzi w kierunku Października, lato zaś stało się nostalgicznym westchnieniem, tymczasem wciąż nie mogę otrzepać się z sierpnia i daleko mi do normalności. Choć może czas  zaakceptować, że to właśnie moja normalność. Nowa, bo Sycylijska. Mimo, że na Sycylii już bywałam, to teraz jest zupełnie inaczej. Sierpień mi minął pod znakiem szalonej podróży z kotem na Sycylię i to dla mnie znaczy, że teraz to ja już jestem tu „na serio”. To deklaracja budowania tu życia.

Z tego powodu odkładałam tę podróż przez kilka miesięcy. Wolałam żyć w limbo, między wspomnieniem La Palmy, snem o Sycyli a powrotami do domu rodzinnego w Polsce. Podroż z 16-letnią kotką z chorymi nerkami wydawała mi się czymś szalonym, czymś ostatecznym – napełniało mnie lękiem poczucie, że jeśli to zrobię, to nie będzie już odwrotu, bo przecież nie będę męczyć Koty jazdą w te i we wte przez jakieś dwa i pół tysiąca kilometrów! No i pytanie czy ona w ogóle zniesie jazdę w jedną stronę?

1/ Kraków

Zniosła to lepiej niż ja! Ja byłam pochłonięta lękaniem się o nią. Pierwsze kilkaset kilometrów było powolne, bo najpierw autem z Warszawy do Krakowa, gdzie utknęłyśmy na tydzień w domu z tarasem, na którym kicia zrobiła se tron z leżaka. Chciałam złapać stopa przez internet, miałam ustawionego kierowcę, ale nagle zniknął. Dzięki temu miałam czas na nadrobienie znajomości i sprawdzeniu się, jako modelka krakowskiego artysty Bartłomieja Skawskiego. Oto obraz work in progress, który udowadnia, że czasem syreny mają nogi:

2/ Brno

Po trzech  „autostopowych” niewypałach wsiadłyśmy z Żabą w pociąg do Brna. Tam spędziłyśmy półtorej fajnego dnia, z moim ex, który nauczył mnie na Gran Canarii, jak się włóczyć po świecie, z którym przejechałam nie tylko Kanary, ale i Finlandię i Czechy. To był miły powrót wspomnieniem do pierwszych doświadczeń odzyskiwania dzikości. Żaba w Brnie zwiedzała parki, ogródki i domowe galerie, a ja pod wpływem czeskiego humoru odkryłam swoje kolejne alterego, jakże nie przypominające Jednorożca.

3/ Czechy, Austria, Włochy

Potem dopiero zaczęła się jazda. Siedemnaście godzin autokarem z małą ilością postojów to nie najprzyjemniejsza forma podróży dla Syreny i Koty, które lubią przestrzeń. W Graz na aż pięciu minutowym postoju myślałam, że wyrzucą nas z autokaru, bo kierowcy odkryli, że na pokładzie jest kot i uświadomili, że to nielegalne. Okazało się, że nie doczytałam drobnym drukiem w czeskim regulaminie, że prawo do przewożenia zwierząt nie dotyczy niektórych tras i to była właśnie trasa zakazana. I tak z resztą byłam gotowa odpuścić i zamieszkać gdzieś przy autostradzie, bo Kota miała dość. Na szczęście tuż przed Wenecją był dłuższy postój na stacji benzynowej, tam staruszka Żaba pogoniła lokalną kocią mafię – bandziorka! Po takiej rozrywce, usatysfakcjonowana wróciła do autokaru.

4/ Rzym

Po siedemnastu godzinach jazdy pękłam, kiedy w Rzymie nie mogłam znaleźć otwartego parku, bo najbliższy był zamknięty ze względu na… wakacje! Czaisz? W mieście zamykają ludziom park w środku lata?! Kiedy ja ryczałam, kota w najlepsze zadomowiła się na betonowym skwerku. I w ten sposób kot po raz kolejny został mym nauczycielem – ach ta umiejętność znalezienia komfortu w niesprzyjających warunkach!

– Tranquillo!  – pomyślałam. – Wszystko, czego potrzebuję pojawi się we właściwym momencie,- przypomniałam sobie jedną z lekcji, jaką mi dała pierwsza podróż po Kanarach.

I pojawił się otwarty park! Z trawą, zbawczym cieniem drzew i ptaszyskami. Kota była tak wniebowzięta, że najchętniej  by tam biwakowała przez tydzień, ale czekało nas jeszcze dziesięć bezsennych godzin w autokarze na Sycylię. Bezsennych, bo światełka samochodów, latarnie i niezliczone tunele pobudzały układ nerwowy kota.  No jak spać, jak tyle ciekawego się dzieje?  

5/ Sycylia

Dojechałyśmy, padłyśmy i obudziłyśmy się po trzech dniach. W nowej rzeczywistości. Minęło kilka tygodni i kot już nie jęczy po polsku, ewidentnie miauczy po Włosku. I apetyt ma iście Sycylijski, co jest dość zaskakujące u kota z chorymi nerkami. Teraz nas czeka kolejna przygoda – znalezienie domu, w którym spędzimy spokojnie chociaż pól roku, a Kota będzie mogła przejść na zasłużoną emeryturę.

Chciałabym umieć tak jak ona zaakceptować każde warunki, utrzymać w sobie stan tranquillo. Narazie atakują mnie pytania: czy uda mi się znaleźć nowy dom, czy też zadomowię się w tymczasowości i stanach przejściowych? A może uciekniemy na La Palmę, gdzie czekają dwa kotki, które znalazłam ponad rok temu pod kaktusami? I czy uda mi się pokonać lęk przed ostatecznym rozstaniem z Żabulką, które nieuchronnie się zbliża? Jedno wiem: chcę być z nią aż do końca i zrobić wszystko, by i ona nacieszyła się życiem. Dziś pozdrawiamy z nad wybrzeża, gdzie moja wewnętrzna Syrena mogła zażyć kąpieli w morzu, a Kota kąpieli leśnej w pobliskim parku. Cieszy się, bo według niej to przyjemniejszy lek niż kroplówki.

Dorzuć się do kociej emerytury

Możesz wspomóc Kotkę Żabkę i dorzucić się do kociej emerytury, klikając w poniższy przycisk. Mimo, że przycisk mówi o kawie, to nie martw się nie będę nią poić kota. Pieniążki pójdą na weterynaryjną karmę dla kotów z niewydolnością nerek, suplementy, cotygodniowe kroplówki oraz regularne badania.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Opublikowano

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *